Błędy przy zamawianiu strony internetowej: 10 najczęstszych, które popełniają firmy
Tylko około 31% projektów technologicznych kończy się w terminie, w budżecie i z rezultatem, który zadowala klienta. Większość przyczyn pojawia się przed pierwszym wierszem kodu — dziesięć najczęstszych błędów i sposoby, żeby ich uniknąć.
Zamówienie strony internetowej to jedna z tych inwestycji, która albo wyraźnie przyspiesza rozwój firmy, albo zamienia się w kosztowne i frustrujące doświadczenie: rezultat nie odpowiada oczekiwaniom, budżet pęka, a po kilku miesiącach trzeba wszystko przerabiać. Najdroższe błędy przy zamawianiu strony internetowej popełnia się przy tym na długo przed napisaniem pierwszego wiersza kodu. Statystyki branżowe są niepokojące — tylko około 31% projektów technologicznych kończy się w terminie, w budżecie i z rezultatem, który zadowala klienta, a projekty stron internetowych nie są tu wyjątkiem, bo tworzenie stron mieści się w tej samej statystyce: pozostałe projekty, mniej więcej dwie trzecie, klasyfikuje się jako „zagrożone” (przekroczony budżet lub termin, zmniejszony zakres) albo jako nieudane. Większość tych niepowodzeń nie wynika jednak z niedostatków technologii ani z niekompetencji wykonawców — to skutek czynników ludzkich i organizacyjnych, którym można w pełni zapobiec, jeśli przedsiębiorca wie, jakie błędy popełnia się najczęściej i jak ich uniknąć.
W tym artykule przyjrzymy się dziesięciu najczęstszym błędom, jakie przedsiębiorcy i organizacje popełniają, zamawiając stronę internetową, i przy każdym z nich wyjaśnimy, skąd się bierze, jakie ma konsekwencje i co można zrobić, żeby go uniknąć.
1. Decyzja podjęta wyłącznie na podstawie ceny
To prawdopodobnie najczęstszy i najdroższy błąd, jaki przedsiębiorcy popełniają, zamawiając stronę internetową — porównują kilka ofert i wybierają najtańszą, zakładając, że strona to strona, niezależnie od tego, kto ją wykonuje, i że różnica między ofertą za 500 € a ofertą za 5000 € to wyłącznie marża wykonawcy. W rzeczywistości różnica ta niemal zawsze odzwierciedla fundamentalne rozbieżności w jakości wykonania, czystości kodu, poziomie bezpieczeństwa, możliwościach skalowania i we wsparciu posprzedażowym, a najtańsza oferta w dłuższej perspektywie często okazuje się rozwiązaniem najdroższym, bo kod kiepskiej jakości tworzy tak zwany „dług techniczny” — narastający zapas problemów, który wymaga ciągłych poprawek, ogranicza rozwój witryny i ostatecznie prowadzi do konieczności przebudowania wszystkiego od zera.
Niskie ceny często kryją znaczące ryzyka: wykonawca może użyć darmowych albo pirackich motywów zawierających podatności lub ukryty złośliwy kod; kod może być niezoptymalizowany i nieuporządkowany, co czyni późniejsze utrzymanie i rozbudowę trudnymi i kosztownymi; testowanie może być niewystarczające, co oznacza, że błędy wyjdą na jaw dopiero po uruchomieniu; a wsparcie posprzedażowe bywa minimalne albo nie istnieje, zostawiając Państwa bez pomocy dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna. Właściwe podejście to ocenianie ofert nie po cenie, lecz po wartości — przejrzenie portfolio wykonawcy, rozmowa z jego wcześniejszymi klientami, sprawdzenie technicznej jakości wykonanych przez niego witryn i jasne zrozumienie, co konkretnie jest w cenie, a czego w niej nie ma, bo bardzo często oferta „tania” nie zawiera elementów, które w ofercie „drogiej” są standardem: projektu responsywnego, podstawowej optymalizacji SEO, konfiguracji zabezpieczeń czy szkolenia redaktorów z obsługi witryny.
Tę różnicę warto policzyć do końca, bo tania oferta rozsypuje się zwykle nie w ofercie, tylko na fakturze przychodzącej półtora roku później. Załóżmy, że tania witryna tyle właśnie posłuży i wtedy trzeba ją przebudować: za drugie wykonanie płacą Państwo pełną cenę — nasze wdrożenia na WordPressie zaczynają się od 2500 € — a do tego dochodzi przeniesienie treści, nowa warstwa tekstów i zdjęć oraz przekierowania 301 ze starych adresów, bez których pozycje wypracowane przez rok w wynikach Google znikają razem ze starą strukturą adresów. Oszczędność nie była więc rabatem, tylko odroczoną płatnością z odsetkami. A jeśli po drodze witryna zostanie zhakowana przez gotowy motyw albo przestarzałą wtyczkę, odzyskiwanie kosztuje według naszego cennika 90 € za godzinę bez VAT, przy minimum ośmiu godzin — samo to zjada większość początkowej oszczędności. Nie znaczy to, że tania witryna zawsze jest wyborem złym: dla trzech podstron, których jedynym zadaniem jest pokazać kontakt i godziny otwarcia, gotowy szablon to decyzja racjonalna i tak też mówimy. Błąd zaczyna się tam, gdzie witryna jest kanałem sprzedaży, a kupuje się ją jak wizytówkę.
2. Niejasno zdefiniowane wymagania i cele
Drugim najczęstszym błędem jest rozpoczęcie projektu bez jasno zdefiniowanych wymagań, celów i oczekiwanych rezultatów — przedsiębiorca kontaktuje się z wykonawcą i mówi coś w rodzaju „potrzebuję nowoczesnej i profesjonalnej strony”, nie potrafiąc konkretnie sformułować, jakich funkcji witryna wymaga, kim jest grupa docelowa, jakie działania odwiedzający mają na niej wykonać i jak będzie mierzony sukces witryny. Taka niejasność stawia wykonawcę w sytuacji, w której musi przyjąć własne założenia co do oczekiwań klienta, a te często okazują się błędne, co prowadzi do rozczarowania po obu stronach i do konieczności przerabiania już wykonanej pracy, kosztem dodatkowego czasu i pieniędzy. Ta sama niejasność jest głównym motorem „rozrostu zakresu” (scope creep) — zjawiska dotykającego ponad połowy projektów w branży, polegającego na tym, że w trakcie projektu bez przerwy dochodzą nowe funkcje i wymagania nieujęte w pierwotnym planie, podnosząc koszty i często wyraźnie wydłużając terminy.
Rozwiązaniem jest zainwestowanie czasu i wysiłku w fazę rozpoznania (discovery phase) przed rozpoczęciem jakichkolwiek prac wykonawczych — na tym etapie definiuje się konkretne cele biznesowe (na przykład zwiększenie liczby zapytań o 30%, obniżenie współczynnika odrzuceń poniżej 40%, utrzymanie średniego czasu sesji powyżej 3 minut), opracowuje persony użytkowników, mapuje ścieżki użytkowników, ustala strukturę witryny i wymagania funkcjonalne oraz tworzy szczegółową specyfikację techniczną, która przez cały czas trwania projektu służy za dokument odniesienia. Istnienie takiego dokumentu chroni obie strony — przedsiębiorca wie, co dostanie za swoje pieniądze, wykonawca wie, czego się od niego oczekuje, a wszelkie zmiany wykraczające poza ustalony w dokumencie zakres formalizuje się jako prace dodatkowe z osobnym budżetem i terminem.
Tę samą granicę projektu RAG opisujemy w artykule o RAG na dokumentach firmowych: pilotaż wymaga określonego zbioru dokumentów, jednej grupy użytkowników i ustalonych z góry kryteriów odbioru, a nie tylko demonstracyjnego czatu.
3. Przecenianie projektu graficznego i niedocenianie techniki
Trzeci błąd, szczególnie rozpowszechniony wśród przedsiębiorców, to nadmierne skupienie na warstwie wizualnej i całkowite ignorowanie albo niedocenianie strony technicznej — przedsiębiorca wybiera wykonawcę wyłącznie na podstawie tego, jak ładnie wyglądają witryny w jego portfolio, nie zadając pytań o jakość kodu, szybkość witryny, praktyki bezpieczeństwa, możliwości skalowania czy optymalizację pod wyszukiwarki. Projekt graficzny i wykonanie techniczne to dwie odrębne dyscypliny, a piękna strona, która wczytuje się dziesięć sekund, jest podatna na ataki i nie da się jej znaleźć w wyszukiwarkach, ma o wiele mniejszą wartość niż witryna prostsza wizualnie, ale szybka, bezpieczna i dobrze zoptymalizowana.
Badania konsekwentnie pokazują, że 53% wizyt z urządzeń mobilnych zostaje przerwanych, jeśli witryna wczytuje się dłużej niż trzy sekundy, a jednosekundowe opóźnienie wczytywania strony potrafi zauważalnie obniżyć konwersję, bo — jak wynika z badania Akamai i SOASTA — już 100 milisekund opóźnienia zmniejsza współczynniki konwersji nawet o 7%. Te liczby oznaczają, że wydajność witryny wpływa wprost na Państwa przychody i żaden ładny projekt graficzny tego nie zrekompensuje, jeśli w wykonaniu technicznym popełniono błędy. Właściwe podejście to ocenianie wykonawcy nie tylko po wyglądzie jego prac, ale również po tym, jak potrafi wyjaśnić swoje podejście techniczne — jakiej architektury używa, jak zapewnia szybkość witryny, jak podchodzi do kwestii bezpieczeństwa i jak planuje skalowanie witryny, gdy firma rośnie, a wymagania się zmieniają.
4. Odkładanie SEO „na później”
Optymalizację pod wyszukiwarki przedsiębiorcy bardzo często traktują jak coś, co można dołożyć do strony po jej zbudowaniu, podobnie jak pomalować ścianę po postawieniu domu, tymczasem techniczne SEO jest fundamentalną częścią architektury witryny, a wbudowanie go po uruchomieniu jest znacznie droższe, trudniejsze i mniej skuteczne niż uwzględnienie go w pracach od samego początku. Struktura adresów URL, hierarchia podstron, architektura linkowania wewnętrznego, struktura nagłówków, dane strukturalne (schema markup), optymalizacja obrazów, metryki Core Web Vitals i doświadczenie na urządzeniach mobilnych — wszystkie te elementy da się poprawnie wdrożyć o wiele łatwiej i taniej w trakcie prac niż przerabiać w gotowej witrynie.
Google stosuje indeksowanie zorientowane na urządzenia mobilne (mobile-first indexing), co oznacza, że to właśnie wersja mobilna witryny jest tą, po której Google ocenia i pozycjonuje Państwa treści — jeśli doświadczenie mobilne jest słabe, pozycje ucierpią niezależnie od tego, jak dobra jest wersja na komputery. Handel mobilny osiągnął według danych Statisty w 2024 roku około 2,07 biliona dolarów, a dane Google pokazują, że w latach 2015–2017 liczba wyszukiwań mobilnych z zamiarem zakupu i frazą „w pobliżu” (near me) wzrosła ponad pięciokrotnie — optymalizacja mobilna nie jest więc po prostu „miłym dodatkiem”, tylko koniecznością biznesową, zwłaszcza dla firm lokalnych, które chcą pozyskiwać klientów w swoim regionie. Właściwe podejście to wskazanie wymagań SEO już w zapytaniu ofertowym (RFP) jako obowiązkowej części prac, a nie jako osobnej, dodatkowo płatnej usługi. Konkretnie oznacza to, że wykonawca od początku planuje przyjazną dla wyszukiwarek strukturę adresów, dba o poprawną hierarchię nagłówków (H1, H2, H3), wdraża dane strukturalne (schema markup), optymalizuje obrazy tekstami alternatywnymi i nowoczesnymi formatami, konfiguruje mapę witryny XML oraz plik robots.txt i zapewnia, że szybkość witryny odpowiada standardom Core Web Vitals — w gotowej witrynie te same zmiany potrafią wymagać istotnej przebudowy architektury.
5. Pomijanie treści albo zostawianie ich na ostatnią chwilę
Piąty błąd jest jednym z najczęstszych powodów opóźnień w projektach stron internetowych — przedsiębiorcy uważają, że treść to coś, co da się „dopisać” na ostatnią chwilę, i skupiają całą uwagę na projekcie graficznym i funkcjonalności, podczas gdy teksty, zdjęcia i pozostałe elementy treści pozostają niegotowe aż do końca projektu. Problem polega na tym, że projekt graficzny powstaje wokół treści, a nie odwrotnie — jeśli treści nie ma, projektant musi pracować na tekście zastępczym (lorem ipsum), przez co projekt nie odpowiada rzeczywistej objętości i strukturze treści, a kiedy w końcu trafia do niego prawdziwy tekst, wygląd potrafi się zmienić radykalnie, i to nie na lepsze.
Opóźnienia w przygotowaniu treści to jeden z najczęściej wymienianych w branży powodów przesunięć w projektach i jest to logiczne, bo stworzenie dobrej treści wymaga czasu — teksty trzeba napisać, uzgodnić z tonem i przekazem firmy oraz zoptymalizować pod SEO, a zdjęcia dobrać albo wykonać tak, żeby odpowiadały identyfikacji marki i wymaganiom projektu. Właściwe podejście to potraktowanie prac nad treścią jako krytycznie ważnego etapu projektu, z własnymi terminami i osobami odpowiedzialnymi, rozpoczynającego się równolegle z pracami projektowymi albo nawet przed nimi, a nie jako zadania dodatkowego wykonywanego, „kiedy będzie czas”. Jeśli firma nie ma własnych zasobów do tworzenia treści, trzeba ująć to w budżecie projektu jako osobną pozycję i zaangażować zawodowego autora tekstów albo specjalistę od treści.
6. Nieplanowane utrzymanie po uruchomieniu
Szósty błąd wiąże się wprost z tematem utrzymania, któremu poświęciliśmy już artykuł o odzyskiwaniu zhakowanych witryn — wielu przedsiębiorców uważa, że strona internetowa jest produktem jednorazowym, który po wykonaniu po prostu „działa”, i nie zastanawia się, co stanie się po uruchomieniu, gdy potrzebne będą aktualizacje bezpieczeństwa, zmiany treści, poprawki błędów, optymalizacja wydajności i zapewnienie zgodności z nowymi wersjami przeglądarek oraz nowymi urządzeniami. To podejście jest niebezpieczne, bo nieutrzymywana strona to strona bezbronna — według danych Sucuri ponad połowa zhakowanych witryn opartych na systemach zarządzania treścią działała w chwili infekcji na przestarzałej wersji oprogramowania, a szeroko cytowany szacunek firmy Sophos, mający już ponad dziesięć lat, mówi o około 30 000 nowych witryn dziennie, w których wykrywany jest złośliwy kod.
Kwestię utrzymania trzeba rozstrzygnąć już na etapie planowania projektu, a nie po uruchomieniu witryny, bo wpływa ona zarówno na wybór technologii (niektóre platformy utrzymuje się łatwiej niż inne), jak i na planowanie budżetu (koszty utrzymania trzeba ująć w budżecie całego cyklu życia witryny), a także na wybór wykonawcy (trzeba ustalić, czy oferuje również usługi utrzymania i na jakich warunkach). W idealnym układzie już w umowie zawiera się porozumienie o wsparciu posprzedażowym (SLA — Service Level Agreement), które definiuje, jakie prace utrzymaniowe będą wykonywane, jak często, jaki jest czas reakcji w razie problemów i jaki jest koszt tej usługi.
7. Oddanie wykonawcy kontroli nad domeną i hostingiem
Siódmy błąd należy do tych, które potrafią przynieść najcięższe długoterminowe konsekwencje, a mimo to popełniany jest zaskakująco często — przedsiębiorca pozwala wykonawcy zarejestrować nazwę domeny i kupić hosting na nazwisko wykonawcy, a nie na firmę, i tym samym traci kontrolę nad swoimi krytycznie ważnymi aktywami cyfrowymi. Jeśli współpraca z wykonawcą z jakiegoś powodu się kończy — niezależnie od tego, czy dzieje się to polubownie, czy w wyniku konfliktu — przedsiębiorca może znaleźć się w sytuacji, w której nie ma dostępu do własnej domeny, nie może przenieść witryny na inny serwer, a nawet może stracić nazwę domeny, jeśli wykonawca nie przedłuży rejestracji.
Nazwa domeny i konto hostingowe to aktywa cyfrowe Państwa firmy i muszą być Państwa własnością oraz pod Państwa kontrolą, podobnie jak adres siedziby firmy czy znak towarowy — nie pozwoliliby Państwo księgowemu zarejestrować siedziby firmy na własne nazwisko i tak samo nie należy pozwalać wykonawcy kontrolować Państwa tożsamości cyfrowej. Właściwe podejście to samodzielne zarejestrowanie nazwy domeny u zaufanego rejestratora, wykupienie hostingu na nazwę własnej firmy albo wynajęcie go u partnera, który na żądanie przekazuje konfigurację i dane oraz udzielenie wykonawcy wyłącznie dostępu technicznego, koniecznego do zbudowania i uruchomienia witryny, ale nie kontroli administracyjnej nad tymi zasobami. To samo dotyczy Google Search Console, Google Analytics i pozostałych kont analitycznych i marketingowych — trzeba je założyć na firmę, a wykonawcy nadać dostęp z ograniczonymi uprawnieniami.
8. Pomijanie testów i zapewnienia jakości
Ósmy błąd polega na tym, że wielu przedsiębiorców nie poświęca dostatecznej uwagi procesowi testowania i odbiera witrynę bez starannego sprawdzenia, ufając zapewnieniu wykonawcy, że „wszystko działa” — w rzeczywistości jednak porządne testowanie to proces złożony i czasochłonny, obejmujący znacznie więcej niż przeklikanie kilku podstron i naciśnięcie paru przycisków. Niewystarczające zapewnienie jakości jest jednym z najczęstszych powodów, dla których witryny po uruchomieniu ujawniają błędy wpływające na doświadczenie użytkowników, na konwersję, a nawet na bezpieczeństwo, a naprawianie ich w gotowej witrynie jest zawsze droższe i trudniejsze niż wykrycie i usunięcie problemów w trakcie prac.
Testowanie powinno obejmować kilka wymiarów: testy funkcjonalne sprawdzają, czy wszystkie funkcje witryny działają poprawnie — formularze, wyszukiwarka, nawigacja, rejestracja użytkowników, koszyk i proces zamówienia, filtrowanie i sortowanie treści; testy zgodności sprawdzają, czy witryna działa poprawnie w różnych przeglądarkach (Chrome, Firefox, Safari, Edge), systemach operacyjnych i na różnych urządzeniach (komputery, tablety, smartfony o różnych rozmiarach ekranu); testy wydajnościowe oceniają szybkość wczytywania, czasy odpowiedzi i zachowanie witryny pod obciążeniem; testy bezpieczeństwa identyfikują potencjalne podatności, na przykład SQL injection, możliwości ataków XSS i nieprawidłową kontrolę dostępu; a testy dostępności sprawdzają, czy z witryny mogą korzystać osoby z różnymi ograniczeniami funkcjonalnymi, zgodnie ze standardami WCAG.
Właściwe podejście to przewidzenie już w umowie etapu testów z jasno zdefiniowanymi kryteriami odbioru — to znaczy udokumentowanie, co konkretnie będzie testowane, jakie wyniki są akceptowalne i jaka jest procedura na wypadek wykrycia problemów. Przedsiębiorcy zalecamy również przeprowadzenie testów akceptacyjnych samodzielnie albo z pomocą niezależnego specjalisty, zamiast całkowitego polegania na samoocenie wykonawcy, bo wykonawca testujący własną pracę jest jak student sprawdzający własny egzamin.
9. Decyzje podejmowane w komitecie, bez jednej osoby odpowiedzialnej
Dziewiąty błąd ma charakter organizacyjny i jest szczególnie typowy dla większych firm i instytucji, gdzie w projekt strony internetowej zaangażowanych jest kilku decydentów — dział marketingu, zespół sprzedaży, zarząd, dział IT, a czasem nawet prawnicy — i każdy z nich uczestniczy w zatwierdzaniu projektu graficznego i treści z równym głosem. Takie podejście, czyli „projektowanie przez komitet”, prawie zawsze prowadzi do wyniku pełnego kompromisów, który nie zadowala nikogo, bo każdy decydent stara się wcisnąć do witryny własne priorytety i życzenia, a rezultat końcowy staje się przeładowany, niespójny i rozjechany z celami biznesowymi.
Badania i doświadczenie branżowe konsekwentnie pokazują, że projekty z jednym jasno wyznaczonym decydentem, mającym pełnomocnictwo do zatwierdzania projektu graficznego, treści i funkcjonalności, kończą się szybciej, częściej mieszczą się w budżecie i osiągają lepsze rezultaty niż te, w których decyzje podejmuje grupa. Nie znaczy to, że zdanie pozostałych stron jest nieważne — znaczy, że musi istnieć jasny proces, w którym wszystkie strony mogą wyrazić swoje zdanie i przekazać uwagi, ale ostateczną decyzję podejmuje jedna osoba, upoważniona i odpowiedzialna za rezultat projektu. Macierz RACI (Responsible, Accountable, Consulted, Informed) jest skutecznym narzędziem do uporządkowania takiego procesu — jasno definiuje, kto odpowiada za wykonanie pracy, kto jest ostatecznym decydentem, z kim trzeba się konsultować i kogo należy informować o decyzjach.
10. Ignorowanie własności intelektualnej i kwestii umownych
Dziesiąty błąd dotyczy strony prawnej, którą wielu przedsiębiorców, zwłaszcza właścicieli mniejszych firm, ignoruje albo uznaje za zbędną biurokrację — zaczynają współpracę z wykonawcą bez formalnej umowy, bez jasno zdefiniowanych praw własności intelektualnej i bez umowy o poufności (NDA), co może stworzyć poważne problemy zarówno w trakcie projektu, jak i po jego zakończeniu. Bez jasno zdefiniowanych praw własności intelektualnej przedsiębiorca może znaleźć się w sytuacji, w której faktycznie nie jest właścicielem kodu źródłowego, za który zapłacił, a wykonawca może użyć tego samego kodu u innych klientów albo nawet odmówić przekazania kodu, jeśli współpraca skończy się przedwcześnie.
Umowa powinna jasno stanowić, że cała własność intelektualna powstała w toku prac — kod źródłowy, pliki projektowe, grafika, struktury danych i dokumentacja — należy po otrzymaniu pełnej zapłaty do zamawiającego, a wykonawca nie ma prawa wykorzystywać jej do innych celów bez jego zgody. Umowa powinna też zawierać definicję zakresu projektu, terminy, harmonogram płatności (najlepiej powiązany z realizacją etapów, a nie z upływem czasu), okres gwarancji, postanowienia o poufności i tryb rozstrzygania sporów. Struktura płatności powiązana z konkretnymi, zatwierdzonymi etapami (milestone-based payments), a nie po prostu z okresem czasu, motywuje wykonawcę do dotrzymywania terminów i zapewnia, że przedsiębiorca płaci wyłącznie za pracę faktycznie wykonaną, a nie za nieokreślone zużycie czasu; przy większych i nietypowych projektach sprawdza się także model Time and Materials z tygodniowym limitem, o ile zakres i limit są ustalone na piśmie.
Umowa o poufności (NDA) jest szczególnie ważna, jeśli w toku prac wykonawca poznaje wrażliwe informacje biznesowe — dane klientów, procesy biznesowe, politykę cenową czy inne informacje poufne, które w rękach konkurencji mogą zaszkodzić Państwa firmie. Wielu przedsiębiorcom wydaje się, że NDA to narzędzie wielkich korporacji, tymczasem jest ona równie ważna dla każdej firmy dzielącej się wrażliwymi informacjami z partnerami zewnętrznymi. Ponadto dobrze skonstruowana umowa z jasnymi etapami i kryteriami odbioru pełni również funkcję narzędzia zarządzania projektem — zapewnia, że obie strony są zgodne co do tego, co jest robione, kiedy zostanie ukończone i jaki jest oczekiwany rezultat na każdym etapie, a to istotnie zmniejsza ryzyko nieporozumień i konfliktów w trakcie projektu.
Dodatkowe błędy przy zamawianiu strony internetowej, o których warto wiedzieć
Opisaliśmy dziesięć błędów głównych, ale jest jeszcze kilka często popełnianych niedociągnięć, które zasługują na osobne wspomnienie, bo potrafią istotnie wpłynąć na powodzenie projektu. Jednym z nich jest zbyt duże poleganie na opinii wykonawcy we wszystkich sprawach, łącznie ze strategią biznesową — wykonawca jest ekspertem od technologii, ale rzadko rozumie specyfikę Państwa biznesu, grupę docelową i dynamikę rynku tak dobrze jak Państwo sami, a jeśli oddadzą mu Państwo wszystkie decyzje, ryzykują otrzymanie witryny technicznie dobrej, lecz biznesowo nieskutecznej.
Drugim często popełnianym błędem jest ignorowanie dostępności (accessibility) — wielu przedsiębiorców nawet nie zdaje sobie sprawy, że ich strona powinna być dostępna dla osób z ograniczeniami funkcjonalnymi i że dla podmiotów publicznych jest to wymóg ustawowy na podstawie ustawy z dnia 4 kwietnia 2019 r. o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych, natomiast ustawa z dnia 26 kwietnia 2024 r. o zapewnianiu spełniania wymagań dostępności niektórych produktów i usług przez podmioty gospodarcze, obowiązująca od 28 czerwca 2025 r., obejmuje między innymi handel elektroniczny, ale nie każdą informacyjną stronę firmową. Zapewnienie dostępności już w toku prac jest znacznie prostsze i tańsze niż dokładanie jej do gotowej witryny, a przy okazji poszerza potencjalną publiczność, bo z istotnymi ograniczeniami funkcjonalnymi żyje około 16% ludności świata — 1,3 miliarda osób.
Trzecim dodatkowym błędem jest niewdrożenie analityki i śledzenia konwersji — wiele witryn uruchamia się bez skonfigurowanego Google Analytics, Google Search Console czy innych narzędzi analitycznych, co oznacza, że przedsiębiorca nie może ocenić skuteczności witryny, wykryć problemów ani podejmować decyzji opartych na danych. Wdrożenie analityki trzeba ująć w zakresie projektu jako wymóg obowiązkowy, a nie jako coś, co „zrobi się później”. Bez danych analitycznych działają Państwo w praktyce po omacku — nie wiedzą Państwo, ilu odwiedzających witryna przyciąga, skąd przychodzą, które podstrony odwiedzają, w którym miejscu odpadają i czy witryna w ogóle spełnia swoją funkcję biznesową.
Czwartym dodatkowym błędem wartym wspomnienia jest niezapewnienie zgodności prawnej witryny — wiele nowych witryn uruchamia się bez polityki prywatności, informacji o plikach cookie, regulaminu i innych dokumentów prawnych wymaganych przez RODO i inne obowiązujące przepisy, a to zaniedbanie może pociągnąć za sobą poważne konsekwencje prawne, w tym kary do 20 milionów euro albo 4% całkowitego rocznego światowego obrotu firmy — w zależności od tego, która kwota jest wyższa. Zgodność prawna nie jest wyłącznie wymogiem formalnym — jest też sygnałem zaufania dla odwiedzających, pokazującym, że poważnie traktują Państwo ochronę ich danych i prywatność, a dzisiejsi konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na to, jak firmy obchodzą się z ich danymi osobowymi. Sama obecność banera plików cookie nie wystarcza — jego działanie trzeba sprawdzić technicznie.
Często zadawane pytania.
Ile czasu zajmuje zwykle projekt strony internetowej?
Dla prostej strony firmowej z 5 do 10 podstronami trzeba liczyć od 4 do 8 tygodni, a dla witryny biznesowej o średniej złożoności i funkcjach na zamówienie — od 2 do 4 miesięcy. Rozbudowana platforma e-commerce albo aplikacja internetowa to od 4 do 8 miesięcy. Termin wyznacza zakres i złożoność, a nie szybkość wykonawcy. W te miesiące wliczają się także faza rozpoznania i planowania, przygotowanie treści oraz testowanie, a nie tylko projekt graficzny i programowanie — właśnie dlatego harmonogramy najczęściej zaczynają się sypać jeszcze przed pracami wykonawczymi, w oczekiwaniu na teksty i zdjęcia. Zbyt krótkich terminów nie zdobywa się szybszą pracą, tylko kupuje kosztem jakości, zwykle rezygnując z testów, podstaw SEO albo weryfikacji treści.
Jak sprawdzić jakość pracy wykonawcy, nie mając kompetencji technicznych?
Wystarczą cztery rzeczy, do których wiedza techniczna nie jest potrzebna: szybkość jego wcześniejszych prac, ich zachowanie na telefonie, doświadczenia dawnych klientów oraz to, jak zrozumiale wykonawca odpowiada na pytania o bezpieczeństwo i SEO. Szybkość bezpłatnie mierzy Google PageSpeed Insights — wynik powinien przekraczać 80 punktów zarówno w wersji mobilnej, jak i na komputery. Responsywność sprawdzą Państwo sami, otwierając wykonane przez niego witryny na telefonie i tablecie. Wcześniejszych klientów proszę zapytać o dotrzymywanie terminów, przebieg współpracy i wsparcie posprzedażowe — tam różnice ujawniają się najszybciej. Na koniec proszę zadać konkretne pytania o praktyki bezpieczeństwa, podejście do SEO i warunki utrzymania: kompetentny wykonawca wyjaśnia to zrozumiałym językiem, a nie odpowiada terminami, które przerywają rozmowę.
Potrzebuję rozwiązania na zamówienie czy gotowego na platformie CMS?
Odpowiedź zależy od specyficznych potrzeb Państwa firmy, budżetu i planów długoterminowych. Platformy CMS, na przykład WordPress, są znakomitym wyborem dla większości małych i średnich firm, bo oferują szeroki ekosystem wtyczek, względnie niskie koszty wykonania i utrzymania oraz dużą elastyczność w zarządzaniu treścią, a około 40% wszystkich witryn na świecie korzysta z WordPressa. Rozwiązanie na zamówienie jest uzasadnione wtedy, gdy procesy biznesowe wymagają unikatowej funkcjonalności, nieosiągalnej standardowymi narzędziami CMS, albo gdy mają Państwo bardzo wysokie wymagania co do wydajności, bezpieczeństwa czy skalowania, jest jednak zwykle wyraźnie droższe — i w wykonaniu, i w utrzymaniu.
Jakie sygnały ostrzegawcze świadczą o nierzetelnym wykonawcy?
Trzy sygnały wystarczą, żeby się zatrzymać: wykonawca unika umowy na piśmie, odmawia podania kontaktów do wcześniejszych klientów albo upiera się, że domena zostanie zarejestrowana na jego nazwisko. Równie wyraźnym znakiem jest oferta zbyt dobra, by była prawdziwa — skrajnie niska cena albo nierealnie krótki termin oznaczają, że czegoś w niej nie ujęto, a dowiedzą się Państwo o tym później. Uwagi wymaga też wykonawca, który mówi wyłącznie o projekcie graficznym i nie potrafi odpowiedzieć na pytania o bezpieczeństwo, wydajność i SEO, nie umie wyjaśnić, jaka technologia zostanie użyta i dlaczego, albo odmawia zapewnienia, że na żądanie przekaże infrastrukturę i dane. Wreszcie proszę ocenić komunikację jeszcze przed umową: jeśli już na etapie oferty na odpowiedzi czeka się dniami, w trakcie projektu będzie prawie na pewno gorzej.
Jak bardzo powinienem angażować się w prace nad stroną?
Zaangażowanie zamawiającego jest krytycznie ważne dla powodzenia projektu, ale musi być uporządkowane i celowe, a nie chaotyczne i nieustanne. W idealnym układzie biorą Państwo czynny udział w fazie rozpoznania i planowania, dostarczając informacji o swoim biznesie, grupie docelowej i celach; regularnie uczestniczą w spotkaniach przeglądowych, na których wykonawca pokazuje postępy i zbiera uwagi; w terminie przygotowują i przekazują potrzebne treści; oraz przeprowadzają staranne testy akceptacyjne przed uruchomieniem. Jednocześnie ważne jest zaufanie do kompetencji zawodowej wykonawcy w sprawach technicznych i nieingerowanie w te obszary, w których nie mają Państwo wystarczającej wiedzy. Na spotkaniach (zalecamy raz w tygodniu albo raz na dwa tygodnie) przekazują Państwo uwagi zebrane w całość, a nie wysyłają fragmentaryczne poprawki co godzinę, co rozbija rytm pracy i spowalnia projekt. Rolą zamawiającego jest zadbanie o to, żeby witryna odpowiadała potrzebom biznesu i oczekiwaniom odbiorców, a rolą wykonawcy — znalezienie najlepszego rozwiązania technicznego; ten podział jest podstawą zdrowej współpracy.
Tworzenie stron internetowych na WordPressie dla firm i instytucji: dedykowany motyw, biblioteka bloków i treści w wielu językach. Przenosimy dotychczasowe treści, wzmacniamy bezpieczeństwo i szkolimy Państwa redaktorów. Cena od 2500 €.
Inne artykuły.